• Wpisów: 16
  • Średnio co: 132 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 17:35
  • Licznik odwiedzin: 2 470 / 2255 dni
 
anzelinaoli
 
Zolina: -Karmi, przecież nie znamy się od dzisiaj - Amy złapała roztrzęsioną dziewczynę za ramiona, zmuszając ją tym samym do spojrzenia jej w oczy. Dziewczyna nie mogła
patrzeć na na przyjaciółkę, na jej oczy przepełnione bólem.
-Ja.. ja.. ja Cie przepraszam Amy, to wszystko moja...
-Co Twoja?! Karmel czy mogę trochę jaśniej? - przerwwała jej w połowie zdania.
-Może gdybym wtedy nie wyciągneła Cię do tego klubu, może gdybym nie dopuściła do poznania Ciebie z Kevienem.. ahh- dziewczyna zakryła swoje oczy rękoma i ponownie
zaszlochała.
Em nie rozumiała nic z tego co mówiła jej przyjaciółka, o co chodzi, i czemu była winna, czemu obwinia się za spotkanie jej z Kevinem. Coś jej nie pasowało. Na początku
myślała, że może chodzi o ich przerwe, Kiedy Amy odizolowała się od wszystkich, kiedy chciała być sama, ale to nie za to Karmel się obwiniała.
- Wytłumacz mi wszystko od początku. Karmi proszę - powiedziała prawie błagalnym tonem do przyjaciółki. - usiądźmy na ławce, spokojnie.
Dziewczyna otarła rękawem łzy, i mocno przytuliła Amy, szepcząc.
-To KEvin, to wszystko jego sprawka, on uknuł z Michaelem ten cały gwałt, jebany samolub, myślał, że tym Cię zyska.
Te słowa odbijały się od dziewczyny jak echo i ponownie wpadały do głowy, zadając  coraz to większy ból. Jej serce pękło, nie na pół ale na miliony kawałków.
Nie chciała w to wierzyć, ale przecież Karmel nigdy jej nie oszukała, jaki by był jej cel w tym. Chciała ją zapytać, skąd wie, czy to na pewno prawda, ale gula jaka
tworzyła jej się w gradle nie pozwolila na wydobycie chociażby najmniejszego dźwięku, jednak przyjaciółka jakby znała jej myśli odpwiedziała:
-podsłuchałam dzisiaj jego rozmowe.. widocznie Michael oczekiwal obiecajen mu zaplaty.
Zapłata, to słowo które Amy spprawiło kolejny ból. A już zapomniała, już chciała wrócić do pracy. Dlaczego, dlaczego! jej myśli krążyły w okół jednego.
-Amy! proszę powiedz coś, naprawdę nie chciałam Ci tego mówić, jeszcze nie chciałam. - powiedziała wyrywając się z jej uścisku, który czuła pod sobą jak posąg, który
nie dawał, żadnych oznak życia. Amy znieruchomiala.
Karmel spojrzała w oczy swojej przyjaciółki, lecz nie zobaczyła tam nic, pustka. Tego się obawiała, zapewne Amelia nigdy nie wybaczy jej czegoś takiego.
-przepraszam, przepraszam.. - Krzyczała, próbojac dostac się do przyjaciółki, jednak ona nie reagowała. Coś w środku się z nią biło.
Amelia jednym ruchem wstała i poszła w przeciwną stronę niż planowała rzucając tylko oschłe:
-nie idź za mną
rozdzierając przy tym serce przyjaciółki. Jak to możliwe, że jeden facet w ciągu krótkiej chwili potrafi złamać aż dwa serca.

**
Dziewczyna szła chodnikiem, nie zwracając już na nic uwagi. Myślała tylko o nim, jak mógł. 'a może to ja jestem wszystkiemu winna? może powinnam od razu się mu oddać'
-Nie! to nie jest moja wina, to nie jest moja wina! - krzyknęła torchę chyba za głośno, bno paru przechodniów obejrzało się za nią.
Wiedziała już gdzie zmierza, obrała cel, nie chciała wiecej uciekać przed rzeczywistościa, co się stało już sie nie odstanie. Gdy tylko stanęła przy furtce domu Karmel
początkowo się zawachała wejść czy nie wejść, ostatecznie nie poddała się. Weszła przez furtkę, którą nma szczęscie Karmi zostawiła otwartą podobnie jak drzwi. Wiedziała
ze w domu może być tylko on, rodzice jak zwykle o tej porze w pracy. Bez pukania weszła do domu, który znała na pamięć, domyśliła się, ze pokój Kevina jest obok
pokoju jej przyjaciolki, nigdy tam nie wchodziły.

Szła schodami w górę, a jej serce waliło tak jakby chciało wydostać się na zewnątrz. Wraz gdy otwierała drzwi do jego pokoju, czuła przypływ napełniającej ją energii
pomieszanej ze złoscia, z furią, ktora miala zaraz wyladowac na KEvinie. Jednak to co zobaczyła, szokowało ją, a cała złość uleciała..

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego