• Wpisów:16
  • Średnio co: 127 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 17:35
  • Licznik odwiedzin:2 380 / 2160 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
-Karmi, przecież nie znamy się od dzisiaj - Amy złapała roztrzęsioną dziewczynę za ramiona, zmuszając ją tym samym do spojrzenia jej w oczy. Dziewczyna nie mogła
patrzeć na na przyjaciółkę, na jej oczy przepełnione bólem.
-Ja.. ja.. ja Cie przepraszam Amy, to wszystko moja...
-Co Twoja?! Karmel czy mogę trochę jaśniej? - przerwwała jej w połowie zdania.
-Może gdybym wtedy nie wyciągneła Cię do tego klubu, może gdybym nie dopuściła do poznania Ciebie z Kevienem.. ahh- dziewczyna zakryła swoje oczy rękoma i ponownie
zaszlochała.
Em nie rozumiała nic z tego co mówiła jej przyjaciółka, o co chodzi, i czemu była winna, czemu obwinia się za spotkanie jej z Kevinem. Coś jej nie pasowało. Na początku
myślała, że może chodzi o ich przerwe, Kiedy Amy odizolowała się od wszystkich, kiedy chciała być sama, ale to nie za to Karmel się obwiniała.
- Wytłumacz mi wszystko od początku. Karmi proszę - powiedziała prawie błagalnym tonem do przyjaciółki. - usiądźmy na ławce, spokojnie.
Dziewczyna otarła rękawem łzy, i mocno przytuliła Amy, szepcząc.
-To KEvin, to wszystko jego sprawka, on uknuł z Michaelem ten cały gwałt, jebany samolub, myślał, że tym Cię zyska.
Te słowa odbijały się od dziewczyny jak echo i ponownie wpadały do głowy, zadając coraz to większy ból. Jej serce pękło, nie na pół ale na miliony kawałków.
Nie chciała w to wierzyć, ale przecież Karmel nigdy jej nie oszukała, jaki by był jej cel w tym. Chciała ją zapytać, skąd wie, czy to na pewno prawda, ale gula jaka
tworzyła jej się w gradle nie pozwolila na wydobycie chociażby najmniejszego dźwięku, jednak przyjaciółka jakby znała jej myśli odpwiedziała:
-podsłuchałam dzisiaj jego rozmowe.. widocznie Michael oczekiwal obiecajen mu zaplaty.
Zapłata, to słowo które Amy spprawiło kolejny ból. A już zapomniała, już chciała wrócić do pracy. Dlaczego, dlaczego! jej myśli krążyły w okół jednego.
-Amy! proszę powiedz coś, naprawdę nie chciałam Ci tego mówić, jeszcze nie chciałam. - powiedziała wyrywając się z jej uścisku, który czuła pod sobą jak posąg, który
nie dawał, żadnych oznak życia. Amy znieruchomiala.
Karmel spojrzała w oczy swojej przyjaciółki, lecz nie zobaczyła tam nic, pustka. Tego się obawiała, zapewne Amelia nigdy nie wybaczy jej czegoś takiego.
-przepraszam, przepraszam.. - Krzyczała, próbojac dostac się do przyjaciółki, jednak ona nie reagowała. Coś w środku się z nią biło.
Amelia jednym ruchem wstała i poszła w przeciwną stronę niż planowała rzucając tylko oschłe:
-nie idź za mną
rozdzierając przy tym serce przyjaciółki. Jak to możliwe, że jeden facet w ciągu krótkiej chwili potrafi złamać aż dwa serca.

**
Dziewczyna szła chodnikiem, nie zwracając już na nic uwagi. Myślała tylko o nim, jak mógł. 'a może to ja jestem wszystkiemu winna? może powinnam od razu się mu oddać'
-Nie! to nie jest moja wina, to nie jest moja wina! - krzyknęła torchę chyba za głośno, bno paru przechodniów obejrzało się za nią.
Wiedziała już gdzie zmierza, obrała cel, nie chciała wiecej uciekać przed rzeczywistościa, co się stało już sie nie odstanie. Gdy tylko stanęła przy furtce domu Karmel
początkowo się zawachała wejść czy nie wejść, ostatecznie nie poddała się. Weszła przez furtkę, którą nma szczęscie Karmi zostawiła otwartą podobnie jak drzwi. Wiedziała
ze w domu może być tylko on, rodzice jak zwykle o tej porze w pracy. Bez pukania weszła do domu, który znała na pamięć, domyśliła się, ze pokój Kevina jest obok
pokoju jej przyjaciolki, nigdy tam nie wchodziły.

Szła schodami w górę, a jej serce waliło tak jakby chciało wydostać się na zewnątrz. Wraz gdy otwierała drzwi do jego pokoju, czuła przypływ napełniającej ją energii
pomieszanej ze złoscia, z furią, ktora miala zaraz wyladowac na KEvinie. Jednak to co zobaczyła, szokowało ją, a cała złość uleciała..
  • awatar Irysa: @Lindehede: Ja jeśli nawet coś dokończyłam to zaraz brałam się do przeróbek bo bardziej mi zależało aby pisać niż aby napisać. Lubię to.
  • awatar Just Breathe: megaaa ♥ czekam na kolejny!! ;D
  • awatar Lindehede: masz widzę tą samą pasje co ja czyli pisanie książek własnych:) ja napisałam chcyba z pietnaście ale ani jednej nie dokończyłam:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
W tym samym czasie Amy szła do pracy, stęskniła się nie tylko za Joosie, która była dla niej jak babcia, ale również za zwierzętami, którymi kiedyś się opiekowała.
-Dzień dobry!- dziewczyna weszła do budynku, uśmiechając się od ucha do ucha.
Joosie wyjrzała z zaciekawieniem zza recepcji. Widząc Amy staruszka rozpromieniała.
-Em, nareszcie! - wydała z siebie okrzyk zadowolenia i przytuliła dziewczynę, wychodząc zza lady.
-opowiadaj, jak się czujesz dziecinko?
-Jose, wolałabym o tym nie rozmawiać, ale za to chciałabym Cię o coś zapytać.. - starsza kobieta patrzyła na nią z nutką zdenerwowania na twarzy.
-Czy nadal mogę tu pracować?
-Jeszcze pytasz?! możesz zacząćnawet od dzisiaj, nie ukrywam, że bardzo potrzebna jest nam jakakolwiek pomoc- uśmiechnęła się.
-To świetnie! Ale wybacz wolałabym przyjść i zacząć od jutra, jeżeli nie masz nic przeciwko.
-Dobrze dziecinko.
-Więc do zobaczenia Joosie! - Amy pomachała jej na do widzenia i wyszła.
Przed oczami mignęła jej znajoma sylwetka, 'Karmi' pomyślała. Ale w jej zachowaniu było coś dziwnego, jakby uciekała. Dziewczyna od razu pobiegła za nią, wołając, żeby się zatrzymała.

Kiedy dźwięki nawoływania doszły do Karmi, zatrzymała się i niepewnie odwróciła. Stała teraz twarzą w twarz z Amy. Nie mogła opanować oddechu, łzy ciekły jej po policzkach. Nie umiała spojrzeć swojej przyjaciółce w twarz, za wcześnie było na to spotkanie. Nie była gotowa sprostać tamu zadaniu, jeszcze nie teraz. Wiedziała, że musi jej to powiedzieć, ale nie tutaj i nie teraz.
-Em.. - wydukała szlochając- tak bardzo tęskniłam - po czym przytuliła się do dziewczyny
-Co sie stało? - Amy spojrzała na nią pytająco.
- w sumie to nic, mała rodzinna kłótnia- skłamała...
 

 
W tym samym czasie do Kevina zadzwonił telefon. Był to Michel.'Oo o wilku mowa' pomyślał i odebrał.
-Tak?
-Siema stary- odezwał się głos w telefonie - chyba domyślasz się po co dzwonię?
- Może i domyślam ale zapłaty i tak nie dostaniesz, wszystko poszło nie tak. Z resztą przez Ciebie leżała Ona w szpitalu, i pomyśleć, że to też moja wina. Miałeś ją tylko lekko przestraszyć, a ja uratować..
-Sory, ale to nie moja wina, że ta dziewczyna wzbudza we mnie takie emocje.
Pech chciał, iż właśnie w trakcie ich rozmowy Karmi była na górze, nie rozumiała nic z tego co mówił Kevin.'Jak to?! To on to wszystko zaplanował?!' Weszła z hukiem do jego pokoju, nie hamując złości.
-Co to wszystko ma znaczyć Kevin??- zapytałaz oburzeniem, złością i smutkiem w oczach.
-Ej oddzwonię do Ciebie - po czym rozłączył się i skierował wzrok w kierunku siostry.
-Karmel stój! to nie tak jak myślisz, ja tylko chciałem zeby Amy była moja.. - miał głuchą nadzieję, że siostra go zrozumie.
- Jak można być tak podłym KEvin! Masz świadomość co Ty jej zrobiłeś. Wiesz co? Nie pokazuj mi się więcej na oczy.- po czym wszyła trzaskając drzwiami.
Zaczęła biec, płakać. Nie rozumiała jak to się mogło stać, wiedziała, że Kevin jest podły ale nigdy nie myśłała, że aż tak.
Biła się ze swoimi myślami. Powiedzieć, czy nie powiedzieć..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
DAJ SOBIE SPOKÓJ, PO PROSTU ODPUŚĆ..
  • awatar Mrs.Darkness: NIe tak łatwo to zrobić ;p :F
  • awatar ZaGuBiOnA ♡: @Zolina: i to bardzo. ludzie mówią po prostu przestań a nie jest tak łatwo. to cholernie boli ;<
  • awatar Zolina: @cicho krwawiącaaa.: jest ciężko, prawda?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Rozdział 6

Wychodząc ze szpitala Amy wiedziała, że jej życie już na zawsze się zmieniło. W szkole wytykana palcami,czuła się tak jakby to ona coś zrobiła, jakby to właśnie ona była wszystkiemu winna. Dlatego też uciekła w samotność, odsunęła się od wszystkich. Nawet od swojej najbliższej przyjaciółki, została sama. Bała się jakiej kolwiek bliskości z drugim człowiekiem, a co gorsze komuś zaufać..
Kevin co dzień patrzył na swoją ukochaną, której tak naprawdę nigdy nie miał. A już myślał, że był tak blisko jej, w końcu cały ten gwałt był jego pomysłem, ale nie wiedział, że zajdzie to aż tak daleko, przecież miał triumfować u jej boku jako je bohater,atu nic. złość, aż z niego kipiała. 'przecież miało być tak pięknie..' - pomyślał..
  • awatar ZaGuBiOnA ♡: dziś czytałam wszystkie części. bosko piszesz. czekam na kolejne części. / dodaje do obserwowanych ♥
  • awatar Zolina: @Cheeky N' Skinny: dziękuję bardzo!
  • awatar Cheeky N' Skinny: matko ! ale tu u Ciebie fajnie. dodaje do obserwowanych :) cudne zdjęcia , jaki dar pisarski ! pogratulować
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
ZAPRASZAM DO CZYTANIA NASTOLETNIEJ OPOWIEŚCI
 

 
Znowu ten sam sen, nie dający jej spokoju od tygodni. Wyświetlana w nim twarz, której już nigdy nie chciała zobaczyć. Chciała zapomnieć a umysł jej w tym nie pomagał, tak jakby mówił 'i tak nie dam Ci o tym zapomniec' czuła, że jej ciało jest w konflikcie z jej duszą. Wykańczało ją to psychicznie. I znowu najgorsze przed nią, on chce ją gwałcić, po czym budzi się nie pamiętając dalej nic.

'dlaczego nie pamiętam Kevina?! dlaczego nie mogę sobie tego przypomniec' myśląc o tym poczula ból z tyłu głowy, uświadamiając sobie, że ta część z jej życia może nigdy nie być jej częścią. Tylko częścią, którą ktoś jej opowiedział.

--------

przepraszam ze taki krotki, ale muszę pomyśleć nad dalsza cześcią
  • awatar just breathe: omnomnomnomnom ty wiesz ze ja to kocham , dodawaj czesciej :-D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
ROZDZIAŁ 5 cz. 2

Kevin? - powiedziała Amy z niepewnym i przepełnionym bólem głosem. - wiem, że nie śpisz, wbrew pozorm umiem to rozpoznać - próbowała poprawić swój ton głosu jakby żałowała teraz wszystkiego co zrobiła złego, dotyczące chłopaka, któego w głębi duszy jednak polubiła. A teraz? Teraz on ją uratował, dlaczego? w jej głowie myśli biły się z myślami. przecież mógł ją tam zostawić, nie miałaby mu tego za złe, po tym jak ona go traktowała..
-Dlaczego? - dopowiedziała dziewczyna gdy zobaczyła jak Kevin otworzył oczy.
- Co dlaczego? Amy!- Kevin wstał przybliżając się do jej łóżka, Amelia odruchowo odsuneła się do przeciwnej krawędzi łóżka, chłopak zauważył to a w jego oczach nastolatka zobaczyła tylko ból.
- przepraszam, usiądz - poklepała miejsce na łóżku obok niej, oczywiście tak bliski kontakt fizyczny jej nie odpowiadał, robiła to wbrew sobie, pomyślała, że musi.
-więc, odpowiesz mi?
-prziecież, odpowiedź jest pro..
-no nie do końca - Amy przerwała mu w pół słowie
-miałem Cię tak zostawić?! wiedząc co on z Tobą zrobi? proszę Cię.
Amy podniosla się lekko na łokciach czują zawirowanie w głowie, ale nie pokazywała tego. nie potrzebowala więcej litości, to nei w jej stylu. I tak czuła się głupio rozmawiając z nim. Tu, teraz o nich, o tej krepującej sprawie.
-nie rozumiem, po tym jaka byłam dla Ciebie, unikałam Cię, byleś w stanie zrobić dla mnie coś takiego?!
-nadal nic nei rozumiesz..- Kevin odwrócił głowę w stronę okna, uniemożliwiając Amy odczytać cokolwiek z jego twarzy, co naprowadziło by ją na odpowiedz.
- co mam rozumieć? wyjaśnij

W tym momencie weszła pielęgniarka do sali :
- przperaszam ale musimy zrobić kilka badań pacjentce.
-dobrze, dobrze - odpowiedział Kevin po czym dodał- dokońćzymy później.

Dziewczyna podczas badań rozmyślała tylko o jednym, dokładnie o tym co powiedział jej Kevin. Co dokładnie miał na myśli. Czyżby.. 'NIE' pomyślała, i od razu wyrzuciła większość myśli z głowy, ale tylko na krótką chwilę, bo one wracały do niej jak bumerang. Nie mogła uwierzyć w to, że ten chlopak może ją kochać.. nie ją. wiedziała, że on na nią nie zasługuje, ale czyżby był inny? pomyślała w tym momencie o schronisku, ich wspólnej pracy. 'muszę porozmawiać z Joice'.
-skończone, teraz musi panienka trochę się przespac, dobranoc - z tych myśli wyrwała ją pielegniarka, przypominając jej jak bardzo jest jeszcze zmęczona. Amy po chwili błąkała się już w krainie Morfeusza..
 

 
ROZDZIAL 5

Amy czula, ze faluje razem z cialem Michela. podobalo jej sie to. a takze potrzebowala tego. czula sie przy nim tak bezttrosko niczym mala dziewczynka. chociaz czesc jej swiadomosci mowila 'STOP ' dziewcyna dalej brnela w cwana gre Michela. Dlaczego cwana? bo on caly taki byl, zarowno Karmi jak i Amy nie zdazyly tego doswiadczyc. znaly go bowiem bardzo krotko.
karmel przypatrywala sie Kevinowi, ktorego wzrok byl wbity w Amy i Michela, ale nie bylo w nim zazdrosci tylko niepokoj, co zdziwilo dziewczyne. gdy podeszla do brata od razu zapytala :
-ej co jest?!- spojrzala na niego lekko przerazonym wzrokiem.
-Amy nie nie wie w co sie pakuje - wypalil nie odwracajac od nich wzroku
-moze tak troche jasniej poprosze? -powiedziala z lekka ironia w glosie
-a nie ciemniej?! - dodal utrzymujac jej ton glosu. - nie znasz Michela, lubi wykorzystywac dziewczyny i to niekoniecznie za ich zgoda - mowiac to patrzyl w coraz to bardziej przerazone oczy siostry.
-co za.. hej gdzie oni znikneli?! - karmi krzyknela ze strachu.
-tylko nie to. - powiedzial pod nosem Kevin - chodz! szybko, wiem gdzie oni moga byc.
Karmi biegla za bratem tak szybko, ze az brakowalo jej tchu.
-kevin.. zwolnij. -powiedziala zdyszanym glosem
-to juz tutaj i wskazal na grote ktora miescila sie w skalach.
Kevin mial racje, Michel probowal sie juz dobierac do Amy.
-hej, przeciez wiem, ze tego chcesz.
-NIE! zostaw mnie, blagam..
-blagasz?! - wypowiedzial te slowa po czym zasmial sie szyderczo i jednym szrpniexiem reki zerwal z niej bluzke.
-dzisiaj bedziesz moja czy tego chcesz czy nie. - po czym uderzyl ja w twarz tak, ze dziewczyna zemdlala.
Amy nie czula juz bolu, czula, ze unosi sie ponad cialem, ponad oceanem, wolna. wolna od bolu i ponizenia. w pewnej chwili czula jak ciagnie ja cos do ziemi.. obudzila sie w swoim ciele, dookola byly biale sciany, rozpoznala, ze to szpital. chciala sie podniesc ale poczula straszny bol glowy, dlatego od razu zrezygnowala z tego pomyslu. zauwazyla, ze przy jej lozku spi mama, a pod sciana chlopak. to byl Kevin Amy az wzdrygnela sie na jego widok, budzac przy tym mame.
-mamo co on tu robi? - wskazala palcem na niegi a gdy mowila nie ukrywala zlosci.
-coreczko spokojnie, daj sobie wszystko wytlumaczyc i badz ciszej, ten mlodzoeniec jest tutaj codziennie od.. - mamie az naplynely zly do oczu.
-nie mowmy o tym prosze. dlugo juz tu jestem?
-dzisiaj mijw rowno miesiac.
-MIESIAC?! - Amy nie wierzyla, ze przespala misiac dryfujac dusza nad oceanem. - ale dlaczego.. - spojrzala na Kevina, ktory udawal, ze spi ale przysluchiwal sie calej rozmowie.
-coreczko to on Cie znalazl gdyby nie on nie wiem co by bylo teraz nie wiem co by sie wtedy stalo z Toba..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
ROZDZIAŁ 4 CZĘŚĆ 2
-Wow wyglądasz świetnie, idziemy!
gdy doszły już na plażędo dziewczyn podbiegł jakiś chłopak.
-o cześć, KArmi - i ucalowal ja w policzek
-To jjest Amy - dziewczyna przedstawiła swoją przyjaciółkę
- KArmigdzie Ty ją ukrywałaś?! - zaśmiał się Michel i również ucałował ją w policzek.

- no właśnie, zbyt długo ją ukrywałam. Dlatego teraz mam zamiar się nią pochwalić- uśmiechnęła się do Amy.
-więc chyba pozwolisz jeżeli porwę ją do tańca? - spojrzał na nią flirtująco, tak jak patrzył na większość kobiet.
-oczywiście! jak tylko Amy wyrazi na to zgodę. Więc, Amy?
Dziewczyna z uśmiechem na twarzy, przysłuchiwała się ich wymianie zdań, która dotyczyła jej. Ale wcale to jej nie przeszkadzało. Karmi zauważyła, że już od dawna nie widziała przyjaciółki w tak dobrym humorze.
-dobrze, ale tylko jeden taniec, uwierz to i tak dużo dla dziewczyny, która nie umie tego robić. - Amelia uśmiechnęła się do chłopaka.
-to chodź szybko! dopóki jeszcze trwa moja ulubiona piosenka - puścił jej oczkopo czym porwał w stronę drewnianego parkietu. Tańczyli w rytm muzyki, a Amy myslala tylko nad tym aby nie nadepnąć mu na stopę.
- dziewczyno i Ty mówisz, ze nie umiesz tańczyć?! - Michael zasmial sie po cichu do jej ucha, Amy az drgnela, jednak bylo to dla niej przyjemne uczucie.
Natomiast Kevin całe popoludnie myslal tylko o jego rozmowie z Joosie, mial juz dosyc tych samych mysli, byl pelen zlosci, ze wszystkie jego sprawy toczą się nie tak jakby on chciał. Dlatego aby sie odstresowac postanowil, ze przyjmie propozycje kumpla i pojdzie wieczorem na 'Miami Beach'. Uszykował się i już godzinę poźniej był na miejscu. Przywitał sie ze swoją paczką, oczywiscie od samego jego przyjscia przykleila sie do niego szkolna Barbie, kapitan druzyny cheerleaderek. Akceptowal ja tylko po to by zainponowac kumplom. W rzeczywistości nienawidził takich dziewczyn jaką ona była. Puste lalki dla ktorych liczy się tylko to jak wyglądasz i czy masz pieniądze. AMy była inna. Dużo piękniejasza, naturalna i duzo bardziej wyrafinowana.
- może drinka?- zapytał Melanie, oczywiscie byl to tylko pretekst aby uwolnic sie z jej klatki i zapachu ciezkich perfum.
-oczywiscie! - odpowiedziala z usmiechem od ucha do ucha.
'no tak. Takie jak one nigdy nie odmawiaja' - pomyslal Kevin.
Idąc rozglądał się pomiedzy ludzmi, ktorzy tanczyli, byli pochłonięci sobą. sekunde pozniej przed oczami mignęła mu znajoma sylwetka. \Odruchowo obejrzał się w tamtą stronę. To była Amy, ktora tanczyla w objęciach Michela, chlopaka z ktorym od dawna się nienawidzil. A teraz? on tanczy z dziewczyna w której Kevin jest zakochany. Najgorsze jednak było to, że wydawała się szczęśliwa.
  • awatar Zolina: może nawet dzisiaj :)
  • awatar just breathe: genialny , genialny ale znowu krótki !!! kiedy kolejny ?? ) proszę powiedz że jutro ) :P
  • awatar Fajne ciuchy w dobrej cenie.: Cześć ! Mam do sprzedania dużo fajnych ubrań m.in. bejsbolówkę, koronkową sukienkę, sweterki, bluzki i wiele, wiele innych rzeczy. Zapraszam Cię na mojego bloga, może znajdziesz coś dla siebie ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
ROZDZIAŁ 4

Kevin nie mógł sobie wyobrazić co się stanie jeżeli ‘na mieście’ dowiedzą się, że pracuje w schronisku, i to nie za jakieś przewinienie tylko charytatywnie. ‘ będę skończony’ pomyślał, gdy nalewał wody zwierzakom. ‘powinienem poprosić Amy, żeby zachowała to w tajemnicy, ale za to już na pewno będę dla niej skończony. Coś za coś’. Jego myśli były podzielone jedne prowadziły do Amy a drugie do jego reputacji. Co jest dla niego ważniejsze? Wlaśnie tego nie był pewien, ale wiedział, ze coś ciągnie go do tej dziewczyny, to była jej tajemniczość i jej zachowanie w stosunku do jego osoby. Tak! Im bardziej, odtrącała Kevina tym chłopak bardziej jej pragnął. Czym bardziej niedostępne, tym bardziej kuszące.
-Kevin pospiesz się! Mamy masę roboty - Krzyknęła Joosie, starsza pani.- Na szczęście jutro już będziesz miał pomoc, mam nadzieje, że się cieszysz?
- Ta, bardzo -odpowiedział pod nosem, jednak Joosie jak na swój wiek miała bardzo dobry słuch.
-Coś nie pasuje?
-To nie o to chodzi- Kevin przerwał jej, chociaż wiedział, że staruszka tego nie lubi.
- A więc o co młodzieńcze?
- Po za tym - wskazał dłonią schronisko- jestem inny, to znaczy udaję innego.
- Wiem o tym- staruszka tylko uśmiechnęła się i dotknęla jego dłoni.
- Ale skąd?
-widzisz, zyję dłużej na tym świecie niż Ty Kevin, zachowanie ludzi dużo mi mówi, nawet jeżeli dobrze coś skrywasz to osoba, która chce zauważyć całego Ciebie nie tylko Twój wygląd czy powierzchowny charakter, zagląda w głąb i może przejrzeć Cię na wylot.
Kevin czuł się źle z tym, czuł się źle ze swoją osobą. Był typowym pozerem i wiedział o tym. Chociaż wstydził się tego przed Joosie, to czuł, że musi się komuś wygadać, i, ze właśnie teraz trafił na odpowiednią osobę. Staruszka już od gdy zaczął pracować w schronisku była dla niego jak babcia, której zarazem nigdy nie miał. a miał. Swojej nawet nie poznał, wiedział, że istnieje ale była tak zajęta swoimi sprawami, że nie miała czasu dla wnuka, znał ją tylko z fotografii, a jedyne wspomnienie jakie z nią miał to przysyłane przez nią prezenty na jego urodziny, imieniny, i inne okazje typu Wigilia. Dlatego właśnie staruszka była dla niego naprawdę ważną osobą.
-myśli pani, że Amy widzi we mnie tą drugą stronę tą lepszą?- zapytał z ciekawością i nutką nadziei.
-sam musisz z nią porozmawiać.- posłała mu spojrzenie pełne zrozumienia.
-ale ja nie umiem..
-oczywiście, ze umiesz - staruszka poklepała go po ramieniu
- tylko, że ona jest taka niedostępna i nie chce ze mną rozmawiać.
- pomyśl może to właśnie dlatego los chciał, żeby ona tu pracowała, może ta praca was połączy?
Kevin uśmiechnął się do siebie, Joosie podniosła go na duchu, dała mu iskierkę nadziei ma to, że może w końcu porozmawia z Amy bez sprzeczek, czy innych wymówek.
-Ale teraz zmykaj do pracy, boksy czekają na wyczyszczenie!
-Tak się robi Panno Joosie.
Kobieta schowała się do środka, gdzie zajmowała się swoją papierkową pracą a Kevin zaczął sprzątać w klatkach zwierzaków.

Amy gdy tylko dotarła do domu, rzuciła się na łóżko i krzyknęła w poduszkę. Zawsze pomagało jej to wyładować swoje negatywne emocje.
-Amy? - zza drzwi do jej pokoju zaglądała Karmi
Dziewczyna, aż spadła z łózka ze strachu.
-KARMI ILE MAM CI MÓWIĆ, ŻEBYŚ MNIE NIE STRASZYŁA?
-ekhm ale nie przestraszyła bym Cię gdybyś słuchała jak ktoś Cię woła słonko.
- wołałas mnie?
Karmi przytaknęła.
-Weszłam prawie rowno z Tobą do Twojego domu. Ale niewazne. Co się stało?
- czy wiedziałaś może, że Kevin pracuje w schronisku?- amy zapytala patrzac na scianę z przymrużonymi oczami.
- Kevin, mój przyrodni brasz? Chyba kpisz! On i schronisko? To śmieszne, przecież on nienawidzi zwierząt.
-a jednak, myslisz, że to praca, za jakieś przewinienie?
- nie wątpie, Kevin jest i był zdolny do wszystkiego.
-wszystko jasne. - Amy posmutniala
-a więc, gotowa na ognisko?
- wezmę prysznic i możemy wychodzić. Mam ochotę się rozerwać.
Karmi wypowiadając te słowa, wyjęła ubrania z szafy i z niknęła za drzwiami do łazienki.
  • awatar just breathe: Trzymasz mnie w takim napięciu co 5 min wchodzę tu i sprawdzam :P heheh :)
  • awatar just breathe: to nadal czekam już się nie mogę doczekać !! Szybkie poprawki niech będą :D
  • awatar Zolina: @just breathe: małe poprawki idodaję :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
RODZIAŁ 3
Gdy Amy obudziła się było około godziny 100, aż sama się dziwiła, że po tak krótkim śnie jest wyspana. Przeciągnęła się jeszcze, wstała i poszła do łazienki. Wykąpana, zeszła na dół gdzie stało już przygotowane dla niej śniadanie.
-Mmm.. Gofry z nutellą - powiedziała głaszcząc się po brzuchu.
Jedząc nie zauważyła, iż na blacie leży koperta z jej imieniem. Dopiero podczas sprzątania znalazła ją. Miała nadzieję, że był to list od schroniska. I Miała rację.
Delikatnie otworzyła kopertę i zaczęła czytać list:

Droga Pani Amelio Smith,

Informujemy Panią, iż Pani podanie o wakacyjną pracę w schronisku zostało rozpatrzone pozytywnie. Prosimy o niezwłoczne zgłoszenie się do placówki.

Miejskie Schronisko w Miami.

Dziewczyna czytając to mało nie oszalała z radości, od razu zadzwoniła do przyjaciółki, oczywiście obudziła ją.
-Amy co jest tak ważnego, że budzisz mnie tak rano?- zapytała Karmi ziewając.
-Karmi nie uwierzysz! - Była tak podekscytowana, że nie mogła wydusić z siebie słowa.
-w co?
-dostałam tą pracę! - Amy prawie wykrzyczała jej tą informację do ucha.
-Amy słonko cieszę się ale czy mogę dalej iść spać? Pozwól, że będziemy to świętować dzisiaj na plaży? Pamiętasz, że mamy dzisiaj tam ognisko?
- tak, tak. - oczywiście, że nie pamiętała
- wiedziałam, wiedziałam, że zapomnisz!
- dobra, przepraszam. Ale zrobię Ci tą przyjemność i pójdę, dawno nie kąpałam się w oceanie o zachodzie słońca - zaśmiała się do słuchawki
- nie zawiedz mnie! - wydusiła z siebie ospanym głosem po czym natychmiast się rozłączyła
-Dobranoc - Amy szybko wypowiedziala te slowa lecz dziewczyna ich nie usłyszała.

Amelia jeszcze przez chwilę nie mogła dojśc do siebie. Pomyslala, ze od razu pójdzie do schroniska
- nie ma co zwlekać, bo jeszcze znajdą kogoś innego- powiedziała do siebie.
Szybko ubrała się, podkreśliła makijaż i wybiegła z domu. Wsiadła na swój miętowy rower, wsadziła słuchawki w uszy i pojechała wzdłuż drogi.
jadąc spoglądała kątem oka na mijających ją przechodniów, gdzieniegdzie spacerowały jakieś młode pary, na których widok Amy robiło się niedobrze, gdzieniegdzie jakaś pani na spacerze ze swoim pupilkiem, ale to nie to przykuło jej uwagę, a mianowicie były to małe dzieci bawiące się tak jak kiedyś ona w tym samym parku, przy tych samych drzewach, aż zapragnęła zamienić się z nimi miejscami. Spojrzała jeszcze raz w ich kierunku, uśmiechnęła się tylko i popedałowała dalej.

Zatrzymała się dopiero widząc już szyld z napisem ‘schronisko’. Przyczepiła rower do balustrady i z ciągłym uśmiechem na twarzy, który nie schodził jej od samego poranka, weszła do budynku.
-Dzień dobry- zawołała radosnym głosem
- dzień dobry dziewczynko, co Cię do nas sprowadza? - odpowiedziała jej miła starsza pani, siedząca w recepcji
-nazywam się Amy, to znaczy Amelia Smith..
-Ach tak! Amelia? A może wolisz, żebym mówiła Amy?
-Jeżeli to nie kłopot, to własnie wolałabym Amy. Dzisiaj dostałam od państwa list dotyczący mojego zgłoszenia w sprawie pracy.
-Och, to dziwne, że dopiero dzisiaj. Ale nieważne. Tak, zgłoszeń było mnóstwo ale Twój list przekonał nas najbardziej, dlatego masz ta pracę- kobieta uśmiechnęła się do niej po czym dodała- od kiedy możesz zacząć?
- hmm.. Od dzisiaj?
- oj dziecinko, naciesz się jeszcze tym dniem, widzę, że wiadomośc o tej pracy bardzo Cię ucieszyła, nieprawdaż? -dziewczyna czuła spojrzenie , spokojne spojrzenie kobiety, które rozpoznało ją na wylot.
- dokładnie, ma Pani racje.- kiwnęła głową.
- więc może być jutro?
-tak, na którą godzinę mam przyjść?
- zjaw się u nas na 90 .
- w takim razie jeszcze raz dziękuję i do widzenia!
- Do zobaczenia skarbie.

Dziewczyna podekscytowana wybiegła z budynku nie zauważając chłopaka na, którego wpadła.
- ja prze..- gdy zobaczyła na kogo wpadła jej oczy się rozszerzyły- Kevin?! Co Ty tu robisz?- powiedziała lekko zdziwionym i rozzłoszczonym głosem
-chyba o to samo powinienem zapytać Ciebie- odpowiedział lekko zmieszany.
Amy dopiero teraz zauważyła koszulkę, którą miał na sobie chłopak, z logo schroniska ‘0 nie’ pomyślała.
- od jutra będę tu pracować. - powiedziała to tak jakby cały entuzjazm bijący od niej odleciał gdzieś do innej osoby, a mianowicie do Kevina. Jednak nie do konca Kevin był szczesliwy, pomyślał, że dziewczyna dowie się o jego drugim życiu, całkiem innego chłopaka, normalnego zwyczajnego, którym był w swoim świecie z dala od kolegów.
-i widzę, że Ty też tu pracujesz- zmrużyła oczy- to jakaś praca charytatywna czy co? Musisz odrobić godziny w wakacje bo źle zachowywałeś się w szkole. Och biedactwo.
Kevin już przygotowywał się do odpowiedzi, gdy zza drzwi wyłoniła się starsza pani ta sama co przed chwilą obsługiwała Amel.
-o widze Kevin, że poznałeś już naszą nową pracownicę, ale teraz pozwól do mnie, mamy dużo pracy. A i Do zobaczenia jutro Amy!
- Do zobaczenia- uśmiechnęła się do niej,a do Kevina wysłała tylko groźne spojrzenie.
Nie mogła wyrazić złości jaka w niej powstała, jedna czuła też zadowolenie. Nie umiała tego opisac, odpieła rower i Zadumana oddaliła się w stronę domu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
ROZDZIAŁ 2.

-KARMI! Jak mogłaś nie powiedzieć mi , że to TWÓJ brat?!- Przyjaciolka czuła złość bijacą od Amy. Nierozumiała o co jej chodzi.
- Przecież wiem, że Ci się spodobał. Widziałam to w Twoich oczach. - Karmi spojrzała na Amy, której nie mało brakowało aby wybuchnęła jak wulkan swoją złością, do tego słowa przyjaciółki, które wypowiedziala przed sekundą podgrzały atmosferę. Dziewczyna próbowała ją rozluźnić ale kiepsko jej to wychodziło. - no dobra przepraszam, ale myślałam, że tak będzie lepiej. Myślalam, że może…
- Ty już może lepiej nie myśl- Amy przerwała jej w pół słowie, była naprawdę zła i dorzuciła- spadam do domu- powiedziała widząc na horyzoncie nadjeżdżający autobus. Pomachała z obojętnością przyjaciółce, wsiadła i odjechała.
Karmi czuła zmieszanie, z jednej strony dziwiła się Amy ale z drugiej ją rozumiała. W Końcu zataiła przed nią tą informację, ważną dla niej informację. Kevin był jej bratem na którego żaliła się przyjaciółce. ‘stąd to jej zdenerwowanie’ pomyślała. Zarówno Karmi jak i jej przyjaciółka nie lubili tego typu chłopaków, dlatego też, Jensen nigdy jej nie zapoznała z Kevinem. Wlasnie do dzisiaj. Ale to on nalegal, wypytywal się o nią od kiedy pierwszy raz z nią rozmawiał, też w klubie. Karmi miala taką cichą nadzieję, że może uda jej się chociaż trochę zmienić tego chłopaka, w końcu ta dziewczyna działała cuda! Pamiętała jak pogodziła ją z ojcem, któy odszedł od nich i do którego Kar nie odzywała się przez rok. To był wlaśnie powód dla którego ich sobie nie przedstawiła, z reszta jej brat i tak rzadko bywal w domu. Ciągłe wyjazdy, imprezy, lażenie po mieście. To było wlasnie jego życie. Nie lubili się.
- Ale jeszcze nie wszystko stracone- powiedziala do siebie i poszła do domu, który znajdowal się 2 przecznice dalej.

Kiedy Amy weszła już do domu, jej mama spała. Po cichu weszła na górę, aby jej nie obudzić. Zamknęła się w swoim pokoju, rozebrała się i poszła napuścic sobie wody do wanny. Dolala mieszankę olejków do kąpieli które zawsze ją rozluźniały, wsadzila słuchawki w uszy, ipoda położyła z dala od wanny i zanużyła się w gorącej wodzie. Była tak zmęczona, że co chwila przyłapywała się na lekkiej drzemce. Widząc, że namiękła jej skóra, wstała owinęła się ręcznikiem i poszła do sypialni. Spod poduszki wyciągnęła jej pidżamę, na szarej bluzce miała nadruk myszki miki, a spodenki były całe w serduszka i wciągnęła ją na siebie.
Minutę później czuła już jak w ciepłym łózku odpływa w ramiona Morfeusza.

Karmi wpadła ze złością do domu, na szczęscie nikogo nie obudziła, nie przestraszyła bo jak zwykle nikogo w nim nie było. Na blacie kuchennym leżała tylko kartka od mamy:
‘Razem z Johnym wyjechaliśmy w delegacje, buziaki. Pieniądze macie tam gdzie zwykle. Jensen i Luxe’
-mogłam się spodziewać- burknęła tylko do siebie po czym dodała - poczekam jeszcze na tego kretyna!- i usiadła na kanapie włączając sobie MTV. Ten program zawsze ją rozluźniał. W tym samym momencie kiedy czuła już, że zasypia Kevin wszedł do domu, trzasnal drzwiami tak, ze chyba Pol sąsiedztwa obudzil. Zerwał ja na rowne nogi.
-pogrzało Cię?! - krzyknęła na niego
-sory, tak mi się trzasnęło.
- wiesz, że nie o tym mowie! - spojrzała na niego spod byka
- A właśnie co nagadałaś Amy na mnie, ze jak tylko się dowiedziała, że jesteśmy ‘rodzeństwem’ to mało, że nóg nie połamała jak uciekała? - zakpiał z niej
- całą prawdę Lalusiu.
W domu było aż wrzało od złości. Mało by brakowało a by się pobili. Kłotnie przerwał jej telefon Amy.
-Karmi?! -powiedziała zdyszanym, przestraszonym głosem.
-Amy?! Tak, co się.. Aa znowu koszmar?
- dokładnie, sniło mi się, że coś Ci się sta..
- wszysto w porządku Amy!- zapewniła ją koleżanka
- i wiesz chciałam Cię przeprosić, że tak na Ciebie wybuchnę łam byłam tylko zła, za dużo informacji jak na jeden wieczór. Zgoda?
- nie złoszczę się na Ciebie, a wręcz przeciwnie - rozumiem Cię.
Kevin przysłuchiwał się całej rozmowie, ze schodów. Zapragnął usłyszeć glos Amy. Jakoś musi zdobyć jej numer, ‘to nie problem’ pomyślał ‘Kar często zostawia swój telefon na dole’ zaśmiał się.
-okej, okej. Do do jutra Amy! - powidziała Karmi i rozłączyła się odkładając telefon na stół a sama poszłą do łazienki.
-a nie mówiłem- triumfalnie wypowiedział te słowa.
Upewnił się, tylko czy siostra nie nadchodzi, zlapał jej telefon i poszedł na górę do swojego pokoju.
- a niech to szlag!
Karmi wiedziała jak zabezpieczyć swój telefon i ustawiła sobie kod, była to data jej narodzin - 1994.
-hmm., spróbujmy 1234 - nie zadziałało- 4321 - znowu porażka - 3421 - Kevin po kombinacji cyfer zaczynał już się poddawać, gdy w pewnej chwili.
- ROK NARODZIN! - krzyknął chyba zbyt głośno, gdyż do jego pokoju wparowała Karmi
-co się.. - nie dokończyła zuważając, że Kevin trzyma jej telefon w ręku- czego do cholery szukasz w moim telefonie?! - krzyknęła na niego i czym prędzej zabrała mu go, tak, ze chłopak już na dobre się poddał, wiedział, ze siostra nie zostawi wiecej telefonu bez opieki. Karmi wyszła trzaskając drzwiami Kevina i udała się do swojego pokoju, zamykając go, żeby przypadkiem nieproszony gośc, miała na myśli tutaj brata, nie wparowal jej do pokoju.
  • awatar Zolina: @Moelmajy: i jak podoba się? :D
  • awatar chinneadh ♥: pierwszy rozdział był mega teraz zaczynam czytać ten i mam nadzieję , że bedzie również wspaniały ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
ROZDZIAŁ 1.
CZĘŚĆ 2.

-skąd znasz Karmi? - dziewczyna spojrzała się na chłopaka i próbowala zrozumieć skąd znają się z Kar. Przecież to nawet nie jest jej typ chłopaka, nie lubiła takich, nazywała ich ‘lalusiami’ czy ‘plejaskami’. dlatego wlasnie zdziwiła ją ich znajomość.
-Ją? - powiedział i wskazał oczami na rudowłosą dziewczynę o jasnej karnacji, która tańczyła w rytm muzyki- to moja siostra.
Amy nie wierzyła w to co usłyszała, wyszczerzyła oczy na chłopaka. Ten tylko lekko się zaśmiał, zrozumiała jak śmiesznie teraz wygląda.
-przyrodnia siostra, pewnie wiesz, że mama Karmi wyszła ponownie za mąż rok temu, bo z tego co pamiętam nie było Cię na ich ślubie?- spojrzał na nią.
Oczywiście, ze Amy wiedziała, ze Anastazja Jensen, ponownie wziela slub. Faktycznie nie była na nim, z powody malego wypadku jaki przytrafił się jej jeżdząc na rowerze. Ale jak Karmi mogła ukryć przed nią Kevina? Tak, wspominała o bracie ale niegdy go jej nie pokazywala, mowiła, że jest snobem.
I tu przypominając sobie opowiecie, krrotkie ale były, o jej przyrodnim bracie, który jest rok od niej starszy, typowy bananowiec. to stad się znali-pomyślała.
‘muszę jak najszybciej stad zwiac’ mówiła do siebie Amy. Akurat wtedy zadzwonil jej telefon
-halo?
-Amy?
- tak, tak mamo?
- że co?! tu Karmi! Gdzie jestes?
- tak, tak zaraz wychodze, przyjechałaś już?
- Amy co do cholery?!- Karmi nie rozumiala jej
- Ide do wyjscia- zaakcentowala te ostatnie slowa dajac znak przyjaciółce, ze tez ma się tam stawić po czym odłożyła sluchawke.
-przepraszam Cię ale muszę już iśc- widziała zakłopotanie i smutek na twarzy Kevina ale nie mogla tu zostac, nie po tym co soebie uświadomiła. Nigdy nei lubila tego tupy chłopaków, smiala się z nich razem z Karmi. A tu? Los sprawia jej taki psiukus. Pomachala tylko ręką na do widzenia i czym prędzej udala się do wyjscia, gdzie stala już jej przyjaciolka z pytającą miną.
Kevin został sam, dziwnie się poczuł, wiedział, ze to nie dzwonila jej mama. Czul to. Zastanawial się co zrobil zle, czy to wiadomość na temat tego, ze jest bratem jej przyjaciółki wywołała u nniej takie speszenie? Nie wiedział i to go dobijalo. Co Karmi mogla powiedziec tej brązowookiej brunetce na jego temat. Poczul się dziwnie, pierwszy raz cos takiego mu się przydarzylo. Jemu, Kevinowi Luxe dziewczyny nigdy nie odmawialy, a teraz? Nie wiedział co zrobic, dopil drinka i uwiadomil sobie, ze ta sytuacja jeszcze bardziej zwróciła jego uwage na Amy.
 

 
NASTOLETNIA OPOWIEŚĆ!

ROZDZIAŁ 1.

PóŹny wieczór, sobota. Amy smith jak zwykle siedziała na swoim parapecie popijając gorącą czekoladę z 6 piankami. Tak jak kochała. Proporcje były tu bardzo ważne, delikatność smaku i odpowiednia słodkość dzięki piankom. Patrząc w gwiazdy zapragnęła
szczęscia, nie rodzinnego czy od przyjaciół. Bo taki posiadała. Ale miłości, najzwyczajniej w świecie pragnęła szczęscia, które
dałaby jej miłość. Poczuła napływające łzy do jej oczu, w tej samej chwili wyrzuciła pesymistyczne myśli z jej głowy.
-Jak się zdarzy, będzie fajnie. Ale teraz nie ma co rozpaczać o samotności.
Powiedziała do siebie, w tej samej chwili przyszedł do niej sms. Z lekka nadzieją spojrzała na wyświetlacz telefonu z myślą
że może to ten tajemniczy chłopak z klubu, który po długiej rozmowie wyciągnął w końcuu od niej jej numer telefonu. Widząc od kogo dostala wiadomość, jej oczy posmutnialy.
- Ach tak oczywiście to Karmi.
Karmi była przyjaciółką Amy. Znały się od dzieciństwa, cały czas razem. Przeczytała wiadomość :
'no już, zbieraj tyłek i nie siedź w tym oknie (zapewne tak robisz) i idziemy potańczyć'
Amy z niechęcią spojrzała na szafę, odpisując przyjaciółce.
'nie mam ochoty'
Nie było to prawdą, chciała tam isc. wiedziała, ze może spotkać tam jego. To co, że nie znała jego imienia, to co, ze nie wiedziała
nic o nim, czuła, że coś ciągnie ją do niego. Ale wiedziała, że to nie ta partia, wyższa liga, typ bananowca, który ma to co chce.
Amy byla inna, choc nie narzekała na brak pięniedzy. Przeciwnie miala ich az nadto, i ciagle rozpieszczana. Rodzice po rozwodzie
tylko przescigali sie z prezentami dla niej. Miała już tego powoli dosyć.
jej przemyslenia przerwala wiadomosc.
'już po Ciebie idę, 15 minut. streszczaj sie. do zobaczenia'
Wydala z siebie dzwiek niezadowolenia, nie lubiła jak Karmi stawiała ją pod scianą i dokonywala za nią wyboru.
wstala z parapetu, i zagladajac do szafy zastanawiala się jak się ubrać.
-I tak nie mam nic glamour, więc postawię na luz.
powiedziala tak jakby rozmawiala do szafy. po chwili wyjela z niej rurki z krokiem, bokserkę, która opinała się na jej
idealnym brzuchu do tego czarna bluzę z kapturem DC, rozpinana z przodu. dobry zestaw, pomyslala i poszla do lazienki, ogarnąc się.
wziela szybki prysznic, podszuszyla wlosy, uczestala i podkreslila swoje oczy
-może być- spojrzala na siebie w lusterku.
-Amy kochanie! KArmi już na Ciebie czeka - zawołała Mama z dołu.
- No tak mogłam się domyślić, że zaplanowałaś moje wyjscie razem z nią- odwrociła się w stronę przyjaciolki - zdrajca- po czym wypiela do niej jezyk
ta sie tylko zasmiala i powiedziala
- no już idziemy!
Dziewczyny ucalowaly panią Smith, i poszły na przystanek.
- Nie wierzę, że znowu knułaś z moją mamą na mój temat Karmi!
- oj nie złośc się na mnie! Po prostu Twoja mama wie, że po ich rozwodzie, rzadkow ychodzisz i martwi się trochę o ciebie
-ALe nic mi nie jest!
- no dobrze, szybko autobus juz jedzie- wskazala ręką i pobiegly na przystanek.
Po chwili siedzialy juz w autobusie, ich spojrzenia zetkenly się i zaczely sie smiac. Czesto tak mialy, jedno spojrzenie wystarczylo aby nie złościły się już na siebie.
- No dobra wybaczam Ci! ale to bylo ostatni raz- zasmiala się Amy
- okej - odpowiedziala jej z malo przekonujacym glosem
- na maly palec?
KArmi spojrzlaa na nia zszokowana, wiedziala, że przysiegi na maly palec nie mozna poz zadnym pozorem zlama, bynajmniej tak sie umowily, takie byly
ich zasady.
- no weeeeez.
Amy tylko spojrzala grożącym wzrokiem na Karmi
- no dobra, ale nia patrz juz tak na mnie
Zlapaly sie za najmniejsze palce u dloni
-powiedz to.- nakazala jej amy zde smiechem
- dobra, JA KARMI JENSEN OZNAJMIAM IŻ NIGDY WIECEJ NIE BEDE KNULA ZA TWOIMI PLECAMI Z TEOJA MAMA AMEL SMITH! pasuje?
-pasuje- zasmiala sie Amy- o! wysiadamy.
Z przystanku autobusowego na którym wysiadły było już widać wejście do klubu, obstawione przez dwoch bramkarzy.
-Musimy? - Zapytala Amy z lekka złością w glosie
-oj, chodz!
- dobra- wymamrotala
Karmi wziela ja za nadgarstek i poszly w kierunku wejścia. Na szczescie nie było aż tak duzej kolejki, po niespełna 15 minutach były już w śrdoku. Amy rozglądała się nerwowo, jakby szukała czegos. A mianowicie, szukala. Jego. Jego spojrzenia, jego niebieskich oczu. Z tego wszystkiego wyrwala ją Karmi.
-hej uspokoj się! On stoi tam - i wskazala dlonia na blondyna stojącego pod sciana. Wyglądał na lekko zasmuconego, co zdziwilo Amy. Zawsze kipial radością. I co dziwniejsze nie było w okol niego tlumu ‘fanek’ jak już zdążyła zauważyć.
-ale kto?!- udala, ze nie wie o co chodzi.
-tak dobra jestes w klamaniu, ale z tym mnie nie oszukasz.
Nie odpowiedziala nic tylko uśmiechnęła się do niej i odruchowo spojrzała w strone chłopaka. Ich wzrok napotkal siebie, jego twarz rozpromieniala. Tak jakby jej szukal. Amy od razu odwróciła glowe w stronę baru, czując speszenie zbyt dlugim spojrzeniem nieznajomego. W pewnej chwili poczula dotyk na jej plecach, odwróciła się energicznie myśląc. Zamurowalo ja gdy zobaczyla go, i to spojrzenie sprawilo, ze dostala rumieńców na policzkach.
-Amy, tak?- spojrzał na nia, a ona tylko myślała ‘no powiedz cos’, ‘wydus z siebie chociaż slowo’
-yy, tak? A Ty? - uśmiechnęła się lekko do niego, próbując ukryć zakłopotanie
-wszystkiego najlepszego z okazji imienin! - wydukal i uśmiechnął się tak, ze Amy pomyślała, ze zaraz zemdleje, nigdy wczesniej nie widziala takiego uśmiechu.
- Ale skąd…? - nie dał jej dokończyć, tylko wzrokiem wskazal na Karmi.
- A to już wszystko wiadomo -popatrzyla z przymrużonymi oczami na przyjaciółkę.
- ale nie miej jej nic za złe - zaśmiał się
- no dobrze, dziekuje Ci. Tylko mógłbys mi się jedynie przedstawic - Amy niepewnie wypowiedziala te slowa, jakby nie była pewna czy to nie sen.
- a tak zapomniałem! Przepraszam. Jestem Kevin - wyciągnął szczuplą dłon z kilkoma opaskami na ręku, w stronę dziewczyny. Uscisnela jego dlon. Była ona miękka i delikatna, aż Amy lekko się wzdrygnęła, zbyt szybko zabierając reke. Chwile zastanawiala się jak przerwac ta krepujaca cisze. ‘Musze’ być soba powiedziala w myslach.
- w takim razie, jeżeli mam już te imieniny, to napijmy się za hmm.. Moje zdrowie? - wypalila i spojrzała na niego, uśmiechając się. Szczerze uśmiechając się, co było dla niej dziwne. Nigdy nei zachowywala się tak w obecności chłopaka. Nie wiedziała czy robi zle, pomyślała, ze musi szybko znaleźć Karmi, ale nigdzie jej nie widziala.
- proponuje jIn z tonikiem?-spojrzała w stronę Kevina pytająco. - pasuje?
- Pasuje! Masz gust dziewczyno.
Amy nie nie odpowiedziała tylko uśmiechnęła się do siebie odwracając się i wędrując w stronę baru.
-2 razy jin z tonikiem poproszę.- w tym samym czasie gdy ona już wyciagala portfel i chciala zapłacić chłopak ubiegl ja i powiedział-
-nie pozwolę solenizantce stawiać, nie ma mowy! - zaśmiał się i wziąl 2 szklanki z drinkami, nastepnie poszli w stronę stolika, który był pusty, więkscośc osob zajmowala parkiet. Stolik znajdował się trochę na uboczy wszystkich, dziewczynie wydało się to trochę nie zręczne jakby już obiecała mu za dużo, lecz nie zaprotestowała, usiadła.
-więc, chciałabym się dowiedzieć dlaczego rozmawiales na mój temat z Karmi - wypalila przerywając cisze, nastepnie aby zakryc jej wyraz twarzy -lekko czerwone policzki- sięgnęła po szklanke i upila łyka napoju. Jej podniebienie od razu rozpoznalo alkohol, chociaż nie był mocny uspokoil ją lekko. Spojrzała na Kevina, minę miał lekko zakłopotaną, jakby myślał jak wybrnąć z tej sytuacji. Karmi widząc to poczuła się trochę głupio.
-Dobra nieważne, może kiedyś mi powiesz- ugryzla się po tych slowach w jezyk. Kiedys jej powie? To tak jakby dawala mu nadzieje, ze coś kiedyś może być. - jak Ci mija wieczór? - nie wiedziała kompletnie co ma mu powiedziewc, nie była dobra w rozmowie z chłopakami, 17-letnia dziewczyna, unikala jak najbardziej kontaktów z chłopakami, myśląc do tej pory, ze oni wszyscy to swinie. Wlasnie do tej pory. Dzisiejszego wieczoru stalo się coś co zaczęło zastanawiac Amy czy naprawde tak jest.

~~~~~~~~~~~~~
kolejną część dodam już jutro
 

 
witam! dodam tu wam taką moją małą opowieśc podzieloną na kilka rozdziałów mam nadzieję, że się spodoba